Całkiem nowa skórka dla laptopa?
Malowanie laptopa nie jest rzeczą prostą na jaką chciałoby się wydawać. Należy pamiętać, aby kolejno wykonać kolejno pewne kroki:
- rozmontować samodzielnie lub wg. dokumentacji laptopa,
- oczyścić spirytusem lub innym środkiem powierzchnie, aby pozbyć się tłuszczu,
- zakleić taśmą malarską istotne miejsca, wrażliwe na farbę: ekran, wnęki, wloty powietrza itd.
Potem należy zaopatrzyć się w spray, najlepiej Car-LAC o ulubionym kolorze i .... uzbroić się w cierpliwość. Na ten moment warto przeznaczyć jeden sobotni lub niedzielny dzionek. Pryskamy zaczynając poziomo spoza powierzchni aż do wyjścia z niej ok. 40 cm od plastiku. Bez obaw, to dopiero pierwsza warstwa. Następnie wracamy tak samo w drugą stronę, po czym czekamy godzinkę. Farby poszło wiele, ale powstały delikatnie na plastiku i co najważniejsze - nie powstały zacieki, co jest przykre, bo wtedy trzeba czekać kilka dni, aby moc je zetrzeć papierem 700 i 1500 jednostek.
Maluje się raz poziomo i kolejnym razem pionowo, zawsze co godzinę. Efekt będzie odblaskowy, po 3-ech warstwach oraz skutecznie gruby, czyli chroniący po 7 warstwach. Czas schnięcia całości to około 3-4 dni, najlepiej w wysokiej temperaturze np. koło pieca ;)
Ale uwaga! Z mojej praktyki wynika, że najlepiej położyć plastik poziomo i otoczyć folią i nałożyć karton delikatnie na gorę, aniżeli pionowo, bowiem mogą - choć nie muszą - pojawić się zacieki.
Osobiście nie zalecam rozbierania samej części płytki monitora od ramki. Bywa to dość kłopotliwe,bo ktoś "inteligentny" wpadł na wspaniały pomysł przyklejenia ramki klejem na "fest", więc szanse na to, że odkleimy wiążą się z odgięciem ramki ;)))
Gdy kładziemy i zostawiamy plastik do wyschnięcia (ostatecznie) na dworze, lepiej jest zawczasu umieścić go nie tylko pod kartonem, lecz także pod folią, co ochroni nas przed deszczem.
Jeśli po wyschnięciu I-wszej warstwy zobaczysz czarne (lub inne w zależności od kolory tła laptopa) tło, postaraj się je delikatnie zamaskować kawałkiem papieru. Jest to wynik Twojej opieszałości w odtłuszczaniu powierzchni spirytusem.
Uwaga. Szansa na to, że przy tym zapachu jakaś mucha siądzie na laptopie podczas malunku jest tym mniejsza im mniej się on świeci, czyli tym mniejsza im jest on lepiej zamaskowany kartonem i filiami.
Potem tylko parę machnięć airbrushem na tylnej części i mamy płomienie plemienne. Osobiście jednak biały laptop też może być ładny, przypomina wtedy trochę Mac'a. Trzeba tylko jeszcze wtedy zamówić naklejkę i wgrać system MacOSX.
Tę wskazówkę potraktuj jako trik survivalowy. Dzięki temu rozpoczniesz serwis malowania laptopów w swoim mieście, a co najważniejsze będziesz miał wzięcie ;)
Sekrety podkręcania poczciwego Windows XP
To, co za chwilę przeczytasz zakręci w Twoim świecie, jak temu kotu.
Czytając pewnie informacje na temat Windowsa XP, usłyszałeś zapewne o "akrobatach" na codzień bawiących się zmienianiem, uatrakcyjnianiem wyglądu i szybkości systemu. Tak się składa, że bajka Windowsa XP na nim samym się nie kończy. Po wgraniu Service Packa nr 3 zauważysz spadek wydajności systemu i wiele błędów z biegiem czasu jego użytkowania. Najłatwiejszym sposobem na przeróbkę systemu jest ściągnięcie dodatku, którego nazwę: "kleikiem".
Tym „kleikiem” jest "XP Pro Speed 2" przerobiony przez znanego internautę Saper1972. System, który posiada ledwie 400Mhz z 200MB pamięci i 4MB kartą grafiki na Windowsie XP, może "pełną gębą" konkurować pod względem bezpieczeństwa z Windowsem Vista. Dla tych, którzy wolą wygląd Visty odsyłam najpierw do instalacji 'Vista Longhorn Black Edition" lub innych z podobnym Viście wyglądem, by następnie przyspieszyć prędkość niemalże 10-krotnie "XP Pro Speed'em 2".
Stąd przydomek Windows (XP) Poczciwy ;)
Jeśli martwi Cię dodatkowo szybkość domyślnego otoczenia, podpowiem Ci, że dodatek do programu TuneUp 2009 o nazwie WinStyler potrafi wgrać skórkę o lepszym wyglądzie, który jest 4 razy mniejszy od domyślnego pierwowzoru.
Doskonałym sposobem na gromadzenie ikonek jest pasek darmowego programu o nazwie Rocket Dock. Zawarte w nim domyślne ikonki programów można podrasować nieco ikonkami o rozszerzeniu PNG. Robi wrażenie i chodzi przepięknie.
Jedyne czego mi brak, to pewnego programu, który w odróżnieniu od WinRar'a i WinZip'a potrafi - bazując na swoich "dyrektywach" - zmniejszyć plik z 350MB do 40MB, czyli 10-krotnie. Sądziłem, że był to format ACE z programu WinACE, ale się widocznie myliłem, bo plik jest jak normalny.
Wiesz już dlaczego nie warto w ogóle zachłystywać się Windowsem Vista? Jakieś pytanka?
Czy można zazdrościć rybkom akwariowym?
Moja historia z rybkami rozpoczęła się w końcowym okresie mieszkania w Centrum podczas studiów. Pewnego razu - jak nie pierwszy raz - poczułem na ul. Śniadeckich, że muszę zatrzymać się koło sklepu zoologicznego. Wstąpiłem. Popatrzyłem na rybki. Poczułem się jak małe dziecko w sklepie z lodami. Przypomniałem sobie, że kiedyś już tak się czułem. Czułem się jak w raju. Byłem szczęśliwy. Kupiłem akwarium, wcale nie takie duże i do dzisiaj je mam. Moimi pierwszymi okazami były gurami złote i parę przepięknych molinezji. Wybrane przeze mnie gurami były mi tak piękne, że poświęciłem swój wolny czas aby je uwiecznić. Trwało to 4 miesiące, gdy świetnie się bawiliśmy. Przed i po pracy dostawały jedzonko, raz takie innym razem inne i były jak sądzę szczęśliwe. Do czasu.
Choroba to straszna rzecz. Trafiła je wszystkie i akurat słabo mogłem im pomoc, nie tylko, że skromnie zabrakło mi funduszy, ale także, że nie wiedziałem jak je leczyć. Teraz wiem, że zanim się zaplanuje kogoś w swoim życiu, trzeba się odpowiednio przygotować finansowo i logistycznie.
Następnym razem pojawiły się 1 gurami złoty, skalar amazoński i parka molinezji. Tutaj jednak życie przyniosło niespotykane mi dotąd niespodzianki. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że można się wprowadzić do kogoś na 2 dni, rozpakować i przyjechać po pracy do domu rodzinnego otrzymując wiadomość, że trzeba się wyprowadzić!!! ;)
Podczas tych szybkich przenosin straciłem 2 rybki. W ostatecznym rozrachunku nieraz byłem wściekły z tego powodu i bym chętniej obronił rybkę aniżeli głupiego człowieka, tym bardziej, że rybki są bezbronne. Wstydźcie się! Niechaj wam szczęście dopisze i nie trafię na was więcej. We wszechświecie jest równowaga, los Wam odbierze życie jakie żeście odebrali.
Powróciłem pełen optymizmu do rodzinnej chatki. Tutaj moje rybki mają się w miarę szczęśliwie. Ale jak to w rodzinie, trzeba też dać coś też rodzinie swojej, czas, opiekę i stabilizację. Zostało niewiele czasu, tym bardziej, że 2 duże projekty, jeden lepszy od drugiego i mało tego - nikt tego nie robił jeszcze, bo to trudne, za trudne, nawet mój brat powiedział: "Nie dałbym rady", a to w końcu programista z prawdziwego zdarzenia ;)
Teraz mam 2 molinezje, które się w kółko ganiają (lubią się widocznie) oraz 2 bliżej nie zidentyfikowane - aczkolwiek bardzo dynamiczne jak na telemarketing przystało - rybki. Szkoda tylko, że akwarium jest tak czyste, że glonojady nie mają co jeść i ich wrzucanie do zbiornika mija się z celem, nie mają po prostu co jeść .... gdyż jedzą glony jakich u mnie nie ma, dlaczego, nie wiem ;)
Jak wrócę, zabieram się za przeniesienie i oczyszczenie akwarium. Oj będzie się działo. 250 litrów to nie lada problem. Po przeniesieniu rybek do tymczasowego zbiornika, zostanie piasek, jaki tam sam waży (po odwodnieniu) z 30 kg. Jego czyszczenie w letniej (nigdy wrzącej) wodzie to godzina i 12 godzin na odstanie wlanej wody na co najmniej 12 godzin. Rybki zjawią się najwcześniej rano, przed wyjściem do pracy ;)
Muszę dodać, że jeśli ma się ogromne akwarium jak moje, najlepszymi rybkami są skalary koloru czarno-białego. Dlaczego? Mają wyżej rozwinięte zdolności rozpoznawcze ;). Wiedzą i widzą, że ktoś podchodzi i wdzięcznie po zauważeniu machają całym swoim małym ciałkiem na znak, że się cieszą. Podobnie psy machają ogonkiem. Nieważne, że to czas jedzonka. Są zabawne i urocze. Aż łezka się w oku kręci na ich widok i dusza odpoczywa ;)
Siła perswazji kobry
W Indiach szalona i niebezpieczna profesja zaklinania węży jest szalenie popularna. Można to z powodzeniem przenieść do naszej rzeczywistości sprzedaży wśród klientów biznesowych. Początkowo skrypt telemarketera wspomina o zyskach, co ewidentnie daje klientowi do zrozumienia, że chcemy coś sprzedać, a przecież on ma - chcąc nie chcąc ;) - setki takich telefonów w miesiącu.
Dlatego też bardzo ważne jest wprowadzenie klienta w świat tego, aby poczuł się wyjątkowo, że jest wybrany, a nie jako jeden z wybranych. Może to mieć formę: "Moi partnerzy też już kogoś wybrali, zatem nie chcąc być z tyłu, wybrałem Pana". Krótko, treściwie i po ludzku ;) To przemawia do ludzi.
5 lat temu uczestniczyłem w 2 miesięcznych zajęciach pozwalających słowami skłonić uczestnikow do aktywnego uczestnictwa w przedstawieniu. Siła słowa jest ogromna. Każde wypowiedziane przez nas słowo ma ogromną wagę. Marketing wielopoziomowy, to coś to znaczy ;)
Co ciekawe, z początku, bodajże 8 lat temu, gdy zaczynałem, wątpiłem w skuteczność tej metody, ale gdy po pierwszym mailingu otrzymałem 3x30zł listownie za przysłowiowe "nic", kampania - piękne słowo - trwa do dzisiaj, skąd te cyferki na koncie. Każdy chce i wierzy w coś, w jakąś zmianę, szczególnie młodzi. To nie musi być firma. Oni znają te klocki, a rynek jest dynamiczny.
Dlaczego, jak dzwonię po woj. mazowieckim jednego dnia mam 5 umów, a innego dnia obszar przenosi się na lubuskie. Trzeba mieć wyczucie jak przy przewidywaniu trąby powietrznej do klientów.
Powracając do skryptu, można by połączyć atuty mojego skryptu "zakręcającego" z tym łączącym przedstawianie informacji i można mieć 2-4 umów dziennie.
Ostatnio natknąłem się na opracowaną właśnie technologię jednoczesnego pisania i ingerencji w pisany tekst. Przydałoby się to podczas tworzenia wspólnymi siłami nowego skryptu. Wprawdzie trwałoby to godzinę, lecz z drugiej strony skutkowałoby to w lepszych 3-krotnie wynikach. Oczywiście każdy miałby swoje własne anonimowe konto, aby na nikogo nie było, że on tak myśli i skrypt byłby perfekcyjnie przygotowany. Dlaczego to wiem? Bowiem nikt inny tego nie próbował, a właśnie tutaj oznacza to postęp.
O wspomnianej technologii napiszę, jak wrócę niebawem, bowiem sam nie mogę się doczekać informacji od Google na czym polega ta rewolucja. Podobno jest to podobne do 1000-siącu razem podłączonych razem i komunikujących się dronów Borg'a ze Star Treka. Ich zdaniem klienta "opór jest bezcelowy".